Grupa naTemat

Jak państwo się samo żywi

„Dziennik Gazeta Prawna” zadał sobie trud zestawienia danych Eurostatu i ocenił kolejne polskie rządy pod kątem ograniczania wydatków publicznych w stosunku do PKB. Okazuje się, że krytykowany za odejście od liberalnych zasad z młodych lat obecny szef rządu tnie najmocniej w historii Trzeciej Rzeczypospolitej, a niewiele mniej sprawny od niego na tym polu okazał się nie kto inny, jak deklarujący przywiązanie do „Polski solidarnej” Jarosław Kaczyński. Generalnie każdy kolejny rząd ogranicza wydatki mocniej od poprzedników. Tylko czy podatnik to odczuwa? A szczególnie, gdy tym podatnikiem jest firma?

Wyższa, 23-procentowa stawka podatku VAT ma być podobno przejściowa – uspokaja minister Szczurek. Nie ma powodów, by nie wierzyć szefowi Ministerstwa Finansów, jednak doświadczenie uczy, a przysłowie potwierdza, że najtrwalsze okazują się prowizorki. Najbliższe półtora roku jest chyba bezpieczne dla zwykłego podatnika, bowiem w kontekście kolejnych czterech wyborów i zmieniających się co rusz liderów sondaży, próby windowania podatków byłyby dla rządu samobójstwem.
Przy urnach wyborczych swoje głosy oddają obywatele, nie zaś firmy. Te ostatnie nie mogą więc spać spokojnie. Zwłaszcza, gdy chodzi o spółki z udziałem Skarbu Państwa. W 2012 roku przeforsowano ostro krytykowaną przez ekspertów i opozycję ustawę, nakładającą na KGHM bardzo poważne obciążenia. Nie było powodów, aby lubiński koncern był zwolniony od podatku od wydobycia, ale problemem jest forma i skala tego obciążenia. Spółka oczywiście nie upadnie, jednak w kolejnych latach będzie musiała sporo oszczędzić tam, gdzie oszczędzać się powinno jak najmniej – czyli w funduszach na inwestycje.
Teraz eksperci zwracają z kolei uwagę na nowy pomysł urzędników. Chodzi o opodatkowanie węglowodorów. Kształt regulacji ma kolosalne znaczenie nie tylko dla wydobycia konwencjonalnego gazu ziemnego ale i gazu z łupków, który kilka lat temu okrzyknięto narodowym dobrem. Renta surowcowa – jak ładnie zwie się ten podatek – może okazać się szczególnie ciężka dla polskich koncernów inwestujących w łupki. W rządowym projekcie zaproponowano, by cenami referencyjnymi były cena gazu na giełdzie bądź cena taryfowa. Ponieważ jednak pierwsza w obecnych warunkach zależy w dużej mierze od ustalonych przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, sprowadza się to w zasadzie do jednego.
Importujemy drogi gaz z Rosji, inwestujemy też w wydobycie krajowe i w eksploatację złóż łupkowych. Ten drugi projekt jest wyjątkowo kosztochłonny. Biorąc na sztandary inwestycje w gaz z łupków, rząd Donalda Tuska wskazał na wielkie spółki z udziałem Skarbu Państwa (m.in. PGNiG i Orlen) jako motory „łupkowej rewolucji”. Teraz zaś tym firmom funduje się kolejne obciążenia (wszak i tak dziś odprowadzają należności związane z wydobyciem). Za co więc mają inwestować w nasze bezpieczeństwo narodowe? Odpowiedź na to pytanie nie może brzmieć: „zobaczy się później…”.
Co ciekawe, nowy podatek ma objąć nie tylko inwestycje rozpoczęte po dacie wejścia w życie regulacji (od 1 stycznia 2020 roku), ale również te rozpoczęte wcześniej. To rozwiązanie bardzo niedobre i wystawiające Polsce fatalne świadectwo na polu wolności gospodarczej. Przecież – podkreślę raz jeszcze: ważne dla narodowego bezpieczeństwa energetycznego – inwestycje rozpoczęto z konkretnym biznesplanem, ułożonym pod konkretne uwarunkowania. Teraz te uwarunkowania mają się mocno zmienić. Ciekawe, czy autorzy projektu obliczyli, ile z prowadzonych obecnie projektów może się z tego powodu zakończyć finansową katastrofą?
Starożytny symbol nieskończoności i wiecznego powrotu to Uroboros, wąż pożerający własny ogon. Pasuje jak ulał do tych podatkowych pomysłów: państwo pożera własne spółki, wiecznie obracając się w zachłannym kole błędnych rozwiązań. Ponadpartyjnie.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj