Grupa naTemat

Pęd do likwidacji

Są branże, które muszą pogodzić się z brzemieniem ciążących na nich stereotypów. Wystarczy podobno łyżka dziegciu, by zepsuć beczkę miodu i tak samo wystarczy kilku nierzetelnych przedsiębiorców, aby rzucić cień na cały sektor rynku. Dwa najważniejsze przykłady to usługi pożyczkowe i sprzedaż bezpośrednia. Oczywiście, z nieuczciwymi praktykami państwo ma obowiązek walczyć, więcej nawet – decydenci mogą wymagać od branży, by robiła, co w jej mocy, aby oczyścić swoje szeregi i uświadamiać klientów. Szkopuł w tym, że politycy chętniej likwidują, niż naprawiają. Takie podejście nie rozwiązuje żadnego z problemów do końca, a tylko generuje kolejne. Najwięcej traci zaś konsument.

Firmy pożyczkowe kojarzą się często z naciąganiem zdesperowanych ludzi, z lichwą, z drakońskimi procentami, ściąganymi na podstawie skrajnie niekorzystnych umów. Kolejna myśl to także sprzedaż bezpośrednia z przysłowiowymi już garnkami, wciskanymi staruszkom za ogromne pieniądze. Czy takie skojarzenia są uprawnione wobec większości firm? Z pewnością nie. Czy można jednak oskarżać media, że przedstawiają fałszywy obraz branży, epatując przypadkami nieuczciwych podmiotów – a takie głosy daje się słyszeć ze strony „trudnych” branż. W tym przypadku odpowiedź również brzmi: nie. Jeśli uczciwi przedsiębiorcy chcą walczyć z negatywnym wizerunkiem całych segmentów rynku, muszą wspólnie przeciwdziałać złym praktykom i ostrzegać konsumentów. A nie widzę przeszkód, by w takie działania włączyły się także media, wbrew pozorom zainteresowane nie tylko tanią sensacją.
Ministerstwo Finansów nie kryło, że chce dokręcić śrubę firmom pożyczkowym, wrzucając do jednego worka i tych rzetelnych, i nierzetelnych pożyczkodawców. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a nawet sama Prokuratura Generalna nie kryją z kolei, że zamierzają wytoczyć ciężkie działa wobec firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią. Bo naciągają staruszków, stosują niedozwolone klauzule, żerują na ludzkiej naiwności. I znowu zabrakło stwierdzenia, że chodzi jedynie o część, i to nie największą, tego rynku.
Takie deklaracje świetnie sprzedają się w przedwyborczym czasie. Na pozór nie ma się do czego przyczepić. Czyżby? Urzędnicy zachowują się bowiem tak, jakby Polska, bądź co bądź kraj Unii Europejskiej, była Dzikim Zachodem, gdzie rządzi prawo pięści. Przecież nie brakuje narzędzi do skutecznego ścigania nieuczciwych firm i do skutecznej ochrony konsumentów. Na pewno to i owo dałoby się poprawić, ale narzekanie, że bez kolejnych regulacji nie można wiele zdziałać, to obłuda. Zresztą, nie przepisy chronią obywateli, lecz skuteczne ich stosowanie. I jeśli szukać dziury w całym, to raczej w praktyce urzędników, a nie w przepisach.
Dobrze, że liderzy z branż, nazwijmy to, wysokiego ryzyka, nie tylko narzekają, ale próbują sami promować dobre praktyki i uświadamiać klientów co do ich praw. Tak robią na przykład liderzy rynku pożyczek, m.in. Vivus i Provident. W ich ślady idą największe i najpoważniejsze firmy zajmujące się sprzedażą bezpośrednią, m.in. poznański Vigget, który od lat z powodzeniem oferuje certyfikowany sprzęt medyczny i rehabilitacyjny oraz Philipiak Milano, sprzedający wysokiej jakości sprzęt kuchenny. Duzi gracze wiedzą, że na złych praktykach czarnych owiec ze swojej branży tracą nie tylko wizerunkowo, lecz i finansowo. Stąd deklarują jasne zasady sprzedaży i dokładne przestrzeganie przepisów chroniących kupującego.
Likwidacja firm pożyczkowych i firm sprzedaży bezpośredniej nie pociągnie za sobą automatycznie zniwelowania problemu. Lichwiarze i naciągacze, balansujący na granicy prawa (dodajmy – z dużym odchyłem poza tę granicę) przetrwają także i takie działania. Wszak nie zwykli przejmować się regulacjami. Stracą konsumenci, pozbawieni możliwości wyboru, stracą ci, którzy pójdą na bruk. A warto dodać, że ze sprzedażą bezpośrednią w Polsce związanych jest nawet milion osób, co, przy porównaniu z 4,5 mln zatrudnionych w całym sektorze przedsiębiorczości, pokazuje siłę branży. Najpierw egzekwujmy istniejące prawo, potem je udoskonalajmy. Rządzący powinni być jak lekarze, którzy mają za zadanie uzdrowić pacjenta, a nie poddać go eutanazji.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Biznes
Skomentuj