Nie przejadajmy sukcesu

Wbrew kasandrycznym przepowiedniom polska gospodarka ma się dobrze. Polskie i zagraniczne instytucje korygują prognozy wzrostu gospodarczego (Morgan Stanley wierzy, że przekroczy on 4%), bezrobocie jest najniższe w całej historii Trzeciej Rzeczypospolitej. I jest to chyba najgorszy z możliwych momentów, by spoczywać na laurach i zająć się niczym niezmąconą konsumpcją. Rzadkie chwile, gdy gospodarka kwitnie, powinny być impulsem do mobilizacji i przemyśleń, jak okres prosperity wykorzystać do mądrego zabezpieczenia się na przyszłość.

Warto dodać, że nie wszystkie wskaźniki są optymistyczne. Na przykład te, dotyczące produkcji w poszczególnych branżach czy inwestowania przez przedsiębiorców. Oczywiście, nie jest tak, że nasza ekonomia napędzana jest niemal wyłącznie konsumpcją świadczeń socjalnych, z „Rodziną 500 plus” na czele. Jednakże, wbrew liberalnym ortodoksom, widać jak na dłoni, że czasami warto oddać Polakom część płaconych przez nich podatków, aby puścili je na rynek. Polacy, co pokazują badania, wciąż oszczędzają zbyt mało i dość niechętnie. W tym przypadku okazało się to plusem.
Przestrzegałbym rząd przed upajaniem się statystykami. Osiągnięcie poprawy w wielu obszarach gospodarki to poważny sukces i tego zakwestionować nie można. Ale znacznie trudniej jest spożytkować ten sukces w taki sposób, by kolejna fala bessy nie uderzyła w nasz kraj z całą siłą. Na pewno trzeba powściągnąć cugle socjalnego rozdawnictwa i nie planować kolejnych kosztownych programów. „Dziennik Gazeta Prawna” doniósł o pomysłach, by program podobny do „500 plus” trafił również do emerytów. Raz w roku, najlepiej przed Bożym Narodzeniem. To jest pewien sposób, by kupić głosy wyborców, ale także sposób, by ratingi dla naszego kraju uległy szybkiej korekcie. W dół. Zwróćmy uwagę, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i o ile po „Rodzinie 500+” przyrost naturalny nie zwiększy się lawinowo, to tak czy inaczej emerytów z roku na rok będzie przybywać. I koszty ewentualnego programu wzrosną niepomiernie.
Licytacja na socjalne obietnice trwa zresztą w najlepsze między rządzącymi a opozycją. Jedni dają pieniądze na drugie dziecko? No to drudzy obiecują świadczenia już na pierwsze i do tego „trzynastki” dla emerytów? Niezwykle żal mi premiera Morawieckiego, który polityczne obietnice musi przykroić do budżetowych realiów. Tak, by jego oczko w głowie, Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, nie stała się zbiorem pobożnych życzeń.
Politycy – niezależnie od partii, którą reprezentują – muszą pamiętać o jednym. Apetyty wyborców na socjalne bonusy rozbudzić jest bardzo łatwo . Trudno jednak potem przekonać do zaciśnięcia pasa. Lekkomyślna hojność może okazać się kukułczym jajem, ale nie dla tej czy innej partii, tylko dla wszystkich obywateli. Mądrze gospodarujmy polskim sukcesem!
Trwa ładowanie komentarzy...