O autorze
Krzysztof Przybył jest prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, znanej od ponad dwudziestu lat jako organizator konkursu „Teraz Polska”, nad którym honorowy patronat sprawuje Prezydent RP. W ramach tej inicjatywy wyróżniono setki polskich firm, oferujących najlepsze produkty i usługi, które dzięki swoim walorom jakościowym, technologicznym i użytkowym wyróżniają się na rynku oraz mogą być wzorem dla innych. Cel Fundacji to promocja dobrych, polskich marek, a jednocześnie przyczynianie się do wzmacniania marki Polska w Europie i na świecie.

Gesty i interesy

Fakt, że prezydent Trump odwiedzi w lipcu Polskę jako jeden z pierwszych krajów europejskich, jest niewątpliwym sukcesem – zarówno rządu, jak i całego kraju. Możemy lubić lub nie prezydenta słynącego z kontrowersyjnych wypowiedzi , jednak państwo, na czele którego postawili go wyborcy, jest największym demokratycznym mocarstwem na świecie. I dobrze by było, gdyby normą stało się oddzielanie w polityce zagranicznej oceny polityków od dobrze pojętej oceny polskiego interesu.

Jeśli polityka bywa grą pozorów, to polityka zagraniczna jest nią permanentnie. Na forum wewnętrznym cele stawia się i realizuje w perspektywie jednej-dwóch kadencji. Niestety, albowiem politycy winni patrzeć dalej, niż wyłącznie na zapewnienie sobie niezłej przyszłości. W stosunkach międzynarodowych myśli się dekadami, uwzględnia możliwie zmiany polityczne, gospodarcze, społeczne. Te dalekosiężne cele skrywa kurtyna pozorów.
Ktoś, kto był w krajach orientalnych, miał pewnie możliwość zapoznania się z tamtejszą sztuką negocjacji. Całym teatrem, przechodzeniem od pochwał do gróźb, od entuzjazmu do łez. Grunt, by sprzedać towar, ale w taki sposób, by zadowolone były obie strony. Coś z tego całego teatru tkwi w międzynarodowej polityce. Czasem partnera się chwali, czasem gani, ale ważne jest, by nie tracić z pola widzenia zasadniczego celu – i by finalnie żadna ze stron nie czuła się przegrana.
Polscy politycy powinni o tym stale pamiętać. Świetnie, że mamy teraz okazję do zacieśnienia relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wykorzystajmy to także w interesie naszych obywateli i naszych firm. Także naszej obronności – oczywiście, ale pamiętając, że wybór danej oferty nie może być jedynie kwestią polityki. Liczy się jakość, cena i – co bardzo ważne – stopień, w jakim do procesu modernizacji armii zostanie włączony polski przemysł zbrojeniowy. Ciekawe oferty w jednej dziedzinie mają Amerykanie, w drugiej – Izraelczycy (system Homar), w trzeciej – Francuzi (okręty podwodne). Analizujmy je na spokojnie, bez kierowania się tylko i wyłącznie wielką polityką.
Rzecz w tym, by celem wielkiej, międzynarodowej polityki w polskim wydaniu nie było pozyskiwanie wyłącznie miłych gestów i miłych słów. Musimy pokazać, że jesteśmy partnerem, który stawia własne warunki, ale jest lojalny. Czasem twardym, lecz realnie patrzącym na rzeczywistość. To nie jest łatwe, ale warto pamiętać o efekcie finalnym. Grunt, by obie strony pamiętały, że to tylko słowa. I nie poświęcały dla urażonej dumy żywotnych interesów. Z bezpieczeństwem i gospodarką na czele.
Wracając do prezydenta USA. Sama wizyta to sukces. Ale prawdziwym sukcesem będzie, jeśli dzięki niej uda się Polsce osiągnąć kilka celów w dalszej perspektywie. I jeśli w zamian za uścisk dłoni Donalda Trumpa nie odpuścimy istotnych i ważnych dla nas spraw.
Trwa ładowanie komentarzy...