O autorze
Krzysztof Przybył jest prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, znanej od ponad dwudziestu lat jako organizator konkursu „Teraz Polska”, nad którym honorowy patronat sprawuje Prezydent RP. W ramach tej inicjatywy wyróżniono setki polskich firm, oferujących najlepsze produkty i usługi, które dzięki swoim walorom jakościowym, technologicznym i użytkowym wyróżniają się na rynku oraz mogą być wzorem dla innych. Cel Fundacji to promocja dobrych, polskich marek, a jednocześnie przyczynianie się do wzmacniania marki Polska w Europie i na świecie.

Konkurencja, nie monopol, eliminuje patologie

Kilka tygodni temu pisałem o tym, że źle się dzieje na rynku śmieciowym. Nie spodziewałem się, że ciąg dalszy dopisze samo życie: seria wielkich pożarów składowisk odpadów okazała się na tyle poważna, że głos zabrał sam premier. Ministerstwo Środowiska pracuje nad regulacjami, które mają przeciwdziałać patologiom. Otwarte pozostaje pytanie, czy faktycznie położą im kres.

Na początek krótkie wyjaśnienie: nie jest prawdą, że pożary wybuchły jedynie na składowiskach odpadów należących do firm prywatnych. W Olsztynie pożar miał miejsce w zakładzie komunalnym, a w Radomiu i Kielcach bloki odpadów magazynowane były w przedsiębiorstwach gminnych. Ale oczywiście odpowiedzialności za pożary nie sposób zrzucić na siłę wyższą.
Przedstawiciele branży zwracają jednak uwagę, że do takich sytuacji nie dochodziło przed 2013 rokiem, kiedy to pełną kontrolę nad gospodarką odpadami przejęły gminy. O tym, jak wykorzystały swoje uprawnienia (do ustanowienia w wielu wypadków monopolu przedsiębiorstw komunalnych), już pisałem. Tu dodam tylko, w jaki sposób cała sytuacja przyczyniła się do rozwoju patologii trapiących branżę – lecz przede wszystkim nas, mieszkańców. Otóż obowiązujące prawo wprowadziło zasadę samofinansowania – za odbiór śmieci i to, co się dalej z nimi, płacą mieszkańcy. Lepsza usługa kosztuje więcej, a zatem musiałaby oznaczać podwyżki opłat dla mieszkańców. Trudno wyobrazić sobie wójta albo burmistrza, który chce wygrać kolejne wybory pod hasłem większych obciążeń finansowych dla wyborców. Zatem decyduje kryterium ceny. Niestety, to, jak firma będzie odpadami gospodarowała, zamawiającego nie obchodzi. Wystarczą dokumenty, a jak wiadomo, papier zniesie wszystko. I w niektórych przypadkach za atrakcyjną cenę gmina dostaje usługę mało atrakcyjną dla środowiska. Śmieci lądują w lasach, jeziorach, są magazynowane w blokach na specjalnych placach. Uwaga: nie są składowane, bowiem na to potrzebne są zezwolenia i odpowiednia infrastruktura, ale magazynowane. Czyli przechowywane tymczasowo (w rzeczywistości: tak długo, jak się da).
Niska cena nie może być alternatywą dla wysokiej jakości. W tym przypadku zawinili wszyscy: ustawodawca, który skonstruował źle ocenianą ustawę, gminy, które oglądają się bądź na interes gminnych spółek, bądź na to, by koszty były jak najniższe – i oczywiście nieuczciwe firmy śmieciowe. Nie znamy jeszcze projektu resortu środowiska, ale powinien on uwzględnić następujące elementy. Po pierwsze – nacisk na zachowanie standardów, i to nie tylko na papierze. Kontrola gmin nad gospodarką odpadami powinna być realna, samorządowcy muszą ponosić odpowiedzialność za wybór firmy, ale i muszą mieć możliwość sprawdzenia, jak ona działa. Do rozważenia jest powiązanie całego systemu z producentami opakowań, tak, by odzysk i recykling były opłacalne. Po trzecie – zapewnić realną konkurencję przy ostrych kryteriach. Niech prywatne, polskie firmy wrócą do gry, o ile oczywiście będą w stanie spełnić wymagania. Bo jeżeli ktoś myśli, że monopol gminnych spółek będzie lekarstwem na całe zło, to jest w błędzie. To nie konkurencja na rynku, a faktyczny jej brak spowodował nawarstwienie się patologii. Zaczęliśmy, niestety, odczuwać to na własnej skórze…
Trwa ładowanie komentarzy...