Grupa naTemat

A Ty płać i płacz!

W dziennikarskim kalendarzu każda pora roku ma swoje stałe, niezmienne tematy. Spadnie pierwszy śnieg? Sto procent szans na serię artykułów z cyklu: jak co roku zima zaskoczyła drogowców. Boże Narodzenie? Nie obejdzie się bez analiz, ile Polacy wydają na prezenty. Za parę dni mamy koniec wakacji, zatem na łamy gazet i na portale internetowe wraca kwestia cen (zawsze zbyt wysokich) podręczników. „Fakt” znalazł już winnych, czyli wydawców. Apeluje do minister edukacji narodowej, by zajęła się tą kwestią. Apel słuszny – tylko pytanie, czy nabroili wydawcy, czy też winny jest obowiązujący system?

Nie ulega wątpliwości, że dla przeciętnego Polaka wydatek na szkolną wyprawkę to więcej niż poważne obciążenie kieszeni. W zależności od wieku małego ucznia, trzeba wydać co najmniej 300-400 zł, a czasami i dwa razy tyle. Próby przekonywania, że te wydatki są i tak niższe, niż na zachodzie Europy, brzmią śmiesznie, zważywszy na przepaść między zarobkami Kowalskiego w Polsce i Müllera w Niemczech.

Na koszty szkolnej wyprawki narzekają zgodnie wszyscy – rodzice, pedagodzy i decydenci. O ile trudno nie zrozumieć tych pierwszych, to oburzenie urzędników i polityków brzmi cokolwiek fałszywie. Oczywiście, można wskazać palcem na wydawców podręczników – szczególnie w sytuacji, gdy MEN popiera kontrowersyjny pomysł wdrożenia jednego słusznego e-podręcznika – ale od tego problem nie zostanie rozwiązany. Zostanie przerzucony, jak gorący kartofel, w inne ręce.

Rodzice wspominają z nostalgią, jak to dawniej jeden podręcznik służył z powodzeniem przez lata kolejnym pociechom. Jednak za zmiany programowe, przeprowadzane właściwie co roku, odpowiadają właśnie politycy zajmujący się edukacją. Gdyby nie stan permanentnej oświatowej rewolucji, wymiana książek każdego roku nie byłaby konieczna.

Dofinansowywanie zakupu wyprawki szkolnej dla dzieci z gorzej sytuowanych rodzin jest w dużej mierze fikcją. Powinno być obowiązkiem państwa, bo przecież to nie nauczyciele z prywatnych szkół, a resort edukacji układa listę podręczników i pomocy szkolnych. Łatwo powiedzieć: kupuj, trudniej wyjaśnić - za co. Lepszym rozwiązaniem byłby mądry system współfinansowania podręczników przez państwo – na razie o takim nie słychać. A od utopijnych (przynajmniej na dzień dzisiejszy) wizji wyeliminowania papierowych podręczników przez e-podręcznik ważniejsze są decyzje, które pomogą rodzicom nie za dziesięć lub piętnaście lat, ale właśnie teraz.
To przecież logiczne chyba nawet dla pierwszoklasisty.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
DzieciEdukacjaSzkoły
Skomentuj