Grupa naTemat

Biznes a konflikt na Ukrainie

Ci, którzy regularnie śledzą wpisy na niniejszym blogu, zauważyli pewnie, że dotąd nie było mowy o jednym z najgorętszych tematów pojawiających się ostatnio w mediach – o Ukrainie. Zapewniam, iż nie jest to przypadek. O roli i miejscu Polski w międzynarodowej rozgrywce napisano w ostatnich tygodniach bardzo wiele; trudno być oryginalnym i wymyślić coś nowego. Poza tym, gdy emocje już nieco opadły, warto spojrzeć na tę skomplikowaną kwestię z punktu widzenia tych, których o głos właściwie nikt nie pyta. Z punktu widzenia polskich przedsiębiorców.

Minister rolnictwa Marek Sawicki złamał kilka dni temu zasadę politycznej poprawności i przypomniał, że nie tylko Rosja i Białoruś objęły embargiem polskie mięso. W gronie tych państw jest również Ukraina. Na razie Polska toczy trudną walkę o zainteresowanie unijnych instytucji walką o zniesienie embarga.

Padają zapewnienia o przyjęciu stosownych uchwał, ogłoszeniu apeli i monitów, jednak trudnej sytuacji polskich producentów nie zmienia to w żaden sposób. Jak argumentować, że zakazy wymierzone w polskie firmy są zemstą za polskie zaangażowanie w poparcie demokratycznego Kijowa, skoro ten sam, proeuropejski Kijów nakłada restrykcje? Szkoda, że obok wielkiej dyplomatycznej gry nie jest prowadzona ta mniejsza, lecz dla setek naszych firm nie mniej ważna. Dobrze, że minister Sawicki głośno o tym przypomina.

Również w ostatnich dniach ogłoszono wyniki niezwykle ciekawego sondażu, który – niestety – został przez media słabo zauważony. Zadano Polakom pytanie: czy warto popierać Ukrainę, płacąc za to cenę gospodarczych represji, czy też nie? Okazuje się, że jesteśmy w tej sprawie podzieleni pół na pół – około 43% opowiada się za jednym bądź drugim stanowiskiem, a reszta nie ma zdania.

Badania opinii z reguły każą opowiadać się za skrajnymi stanowiskami, lecz wynik tego sondażu powinien dać do myślenia politykom, szykującym się do Parlamentu Europejskiego. Zdecydowana większość z nas sympatyzuje z proeuropejskimi ruchami na Ukrainie, trzyma kciuki za Euromajdan i oburza się na akty rosyjskiej agresji. Nie znaczy to jednak, że zapominamy o polskiej rzeczywistości. Współpraca gospodarcza ze Wschodem (i Rosją, i Ukrainą, i innymi państwami byłego ZSRR) to dla setek polskich przedsiębiorstw różnej wielkości, często sprawa gospodarczego być albo nie być. Dodajmy do tego dziesiątki tysięcy miejsc pracy, których istnienie – szczególnie na tzw. ścianie wschodniej – zależy od relacji polityczno-gospodarczych ze wspomnianymi państwami, a zrozumiemy skalę problemu.

Każdego dnia polskie firmy tracą miliony złotych z powodu zaognionej sytuacji za naszą wschodnią granicą. A sądzę, że to dopiero przedsmak tego, co może nas czekać. Wszak na jesieni otwiera się kanał dla negocjacji PGNiG z Gazpromem w sprawie cen gazu. To, jak te rozmowy przebiegną, będzie miało olbrzymi wpływ na cały nasz przemysł, i w rezultacie na całą kondycję ekonomiczną Polski.

Nikt nie odbiera polskim politykom prawa do toczenia wielkiej gry o obecność Ukrainy w rodzinie demokratycznych państw Europy. Ale, szanowni politycy – pochylcie się również nad problemem polskich przedsiębiorców. Godzenie tych dwóch kwestii przypomina akrobację na linie, lecz nikt nie powiedział, że polityka jest sztuką łatwych decyzji.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj